sobota, 17 marca 2012

Rozdział 35

Dom Meredith był bardzo nowoczesny i gustowny. W kątach bardzo mocno oświetlonego mieszkania , jakiego mieszkania ! Apartamentu stały kwiaty. Nowoczesne meble i przestrzenność były niesamowite. Meredith zachęciła nas gestem dłoni byśmy usiedli na kanapie, a ona sama zajęła miejsce w fotelu na przeciwko nas. Siedzieliśmy przez chwile w milczeniu. Przerwała ja Meredith.
- Caroline... pewnie już wiesz ... - zaczęła.
- ... że miałaś depresje i dlatego Tata zabrał mnie od Ciebie ? Tak, wiem. - powiedziałam i przybliżyłam się do Natha.
- Nieee ! To jakieś bzdury ! - krzyknęła - To było tak. Miałaś dwa latka. Ja razem z twoim tatą bardzo się kochaliśmy. Byliśmy przykładem idealnej rodziny. Ale coś poszło nie tak i twój tata miła kochankę. Nie mogłam tego zrozumieć. Pewnej nocy usłyszałam jakiś szelest w salonie. Akurat tam miałaś swoje łóżeczko. Smacznie spałaś. Było otwarte okno, więc nie przejmowałam się tym szelestem. Rano wstaję idę do Ciebie i przeżywam istny szok. Nie ma Cie. Była jedynie kartka. Od Twojego ojca. Było w niej napisane, ze zabiera Cię i nigdy nie odda. Że mam Cię nie szukać, bo to bez sensu. Ale ja się nigdy nie poddałam. Pisałam i pisałam, ale nigdy nie doczekałam się odpowiedzi. - gdy tak mówiła poleciała mi łza po policzku. Później następna i następna. Nathan widząc to przytulił mnie. Chwile popłakałam.
- Nie wiedziałam o tym. - powiedziałam.
- Widzę, że wielu rzeczy nie wiesz. - powiedziała.
Rozmawiałyśmy parę godzin. Dzięki temu poznałam lepiej moją mamę i zrozumiałam też, ze przez tyle lat okłamywano mnie. Zasnęłam oparta o Nathana.

Rano obudziłam się u siebie w pokoju wtulona w Nathana. Nie spał tylko przyglądał mi się badawczo.
- Długo nie śpisz ? - spytał z chrypa w głosie.
- Jakieś 30 minut.
- Mogłeś wstać !
- Lubię na Ciebie patrzeć. - mówiąc to seksownie poruszył swoimi brwiami.
- No dobra, ale teraz to oboje musimy wstać. - zaśmiałam się.
W 20 minut byliśmy już gotowi. Zjedliśmy śniadanie i usiedliśmy przed TV. Był spokój i cisza zanim wstali chłopcy. Tom wtargnął do salonu w dzikiej pozie. W zębach trzymał kawałek patyka. Za nim szedł Siva cały ubrudzony błotem. Za nim szedł Jay trzymając Neytiri na rękach. Na samym końcu szedł Max z facepalmem ! Był to niesamowity widok.
- A Wam co się stało ? - spytał Nathan.
- Nic, nic . - powiedział Max.
- Ale ... - zaczęłam.
- Cii... nie warto ! - powiedział Max.

_________________
No i jest !
Następny nie wiem kiedy bd ! ;c
Ada ♥

piątek, 16 marca 2012

Kolejna niespodzianka ! ;*

A więc jest to drugi taki bonus dla Was. Znowu sen z The Wanted.

Był koniec roku szkolnego. Dwa dni przed zakończeniem roku razem z Dominiką ( Myszką ;* ) na mega zakupy. Wybrałyśmy takie sklepy jak H&M, Bershka, Cropp, House, Stradivarious i wiele wiele innych. Nakupiłyśmy ubrań chyba na kolejne dwa lata.Po udanych zakupach każda wróciła do siebie.
Nareszcie nadszedł koniec roku szkolnego. Jeden z najlepszych dni w roku. Od razu po wyjściu ze szkoły skierowałyśmy się z Dominiką na mega szejka. Przy tym rozmawiałyśmy o wakacjach i o naszych zwariowanych pomysłach w czasie drugiej klasy gimnazjum. Potem każda poszła w swoją stronę. Dwa tygodnie wakacji zleciały nam na spotkaniach i wypadach nad morze. Prawdę mówiąc byłyśmy już nieźle opalone. Cały czas humor nam dopisywał. Ze wszystkiego się śmiałyśmy. Dokładnie 10 lipca stało się coś niesamowitego. Był normalny zwykły dzień. Słońce przyjemnie świeciło. Ubrałam się w krótkie jeansowe spodenki i do tego białą luźna bluzkę. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Była 10:00. Jadłam w tym czasie śniadanie. Nikogo w domu nie było. W pewnej chwili zadzwonił mój telefon. Dzwonek to oczywiście The Wanted - Made. Odebrałam.
- Tak słucham ? - zapytałam.
- Cześć Ada. Tutaj twój ojciec.
- Wiem, wiem. Ślepa nie jestem. - zaczęłam się śmiać.
- To posłuchaj mnie uważnie. Teraz zejdziesz na dół. Tam czeka na Ciebie Pani Beata ( moja macocha ).
- Dobrze.
Zeszłam grzecznie na dół bloku a na klatce ku mojemu zdziwieniu stało od groma walizek. Podeszłam do Pani Beaty.
- To które mam wziąć ? - spytałam.
- Ty weźmiesz to... i jeszcze to ... oo... i to jest lekkie. - mówiła i od razu podawała mi jakieś torby. Z nie chęcią je wzięłam bo mieszkałam na 4 piętrze. Gdy doszłam do domu odstawiłam torby na bok i usiadłam do stołu by dokończyć śniadanie. Tata i Pani Beata dzielnie przytargali chyba 7 walizek. Porozstawiali je w różnych miejscach. Ja siedziałam cicho. O nic się nie pytałam. Jakoś mnie to mało obchodziło. Poszłam do swojego pokoju. Zdjęłam bluzkę i byłam w samym staniku i spodenkach. Przebrałam szybko stanik na stanik od kostiumu kąpielowego. Nagle ktoś otwiera drzwi. Akurat stałam tyłem do drzwi i nie wiedziałam kto to. Myślałam, że Pani Beata i się tym nie przejmowałam.
- Cześć. Będziemy razem dzielić pokój. - powiedział męski głos. Ja jak oparzona odwróciłam się i zobaczyłam Nathana Sykesa we własnej osobie. Tak mnie wcięło, ze musiałam wyglądać z ta mina prze komicznie.
- ... Hej. Miło mi Cię poznać. - powiedziałam speszona. Oczywiście rozmawiałam z nim po angielsku.
- Przepraszam Cie na chwile. - powiedziałam i wyszłam nadal w samym staniku i spodenkach. Szybko pobiegłam do mojego Taty.
- Tato ! Co to ma znaczyć ?! - spytałam po polsku.
- Ale o co Ci chodzi ? Nie cieszysz się ?
- Jasne, że się ciesze, ale mogliście mi chociaż powiedzieć ! A nie ja się przebieram, a tu Nath wchodzi do pokoju. Dobrze, że zdążyłam zapiąć stanik.
- Oj już się tak nie wściekaj.
- A na ile tu zostaną ?
- Chyba ... na zawsze. O ile wcześniej sie nie wyprowadza.
- Wow ! Tato przecież wiedziałeś, ze za nimi szaleje normalnie ! Kocham Cię po prostu !
- Ja Ciebie też, a teraz zmykaj do siebie.
- Tak jest. - i pognałam do pokoju jak rakieta.
Nathan siedział na łóżku i oglądał moje stare zdjęcia. Usiadłam koło niego, a on się na mnie spojrzał i uśmiechnął się. Odpowiedziałam mu tym samym.
- Piękny masz uśmiech. - powiedział, ja na to się zarumieniłam - i rumienisz też się pięknie.
- Oj już przestań, bo stanę się bordowa. - zaśmiałam się.
- No już dobrze. Nie będę.
- Chodź rozpakujesz się. Pomogę Ci.
- Dziękuję.
I tak tym o to sposobem zapoznaliśmy się lepiej. Przez cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Po godzinnym rozpakowywaniu się poszliśmy do reszty.
- Ada ma za 4 dni urodziny ! - krzyknął mój Tata.
- To wspaniale ! - krzyknęli chłopcy.
- A ile lat skończysz ? - spytał Tom.
- 16 lat. - odpowiedziałam niepewnie.
- A wyglądasz na 18 . - powiedział Siva.
- Tak ogólnie jestem Ada. Was już znam. - uśmiechnęłam się i podałam każdemu rękę.
- Pokażesz nam okolice ? - spytał Nathan.
- Pewnie, ubierajcie się i idziemy.
Ubrali się w błyskawicznym tempie. Pokazałam im najbliższą okolicę i na dodatek zabrałam ich nad morze. Byli zafascynowani tym widokiem jak małe dziecko lizakiem. Po długim spacerze zabraliśmy się do domu.

*** Dzień moich urodzin ***

Wstałam rano, ale nie zauważyłam Natha koło mnie. Pomyślałam, że wcześniej wstał. Ogarnęłam się w łazience. Ubrałam się w beżową sukienkę i do tego brązowe rzymianki. Zjadłam śniadanie i włączyłam TV. W pewnej chwili zadzwonił do mnie Nathan.
- Słucham Cie.
- To bardzo dobrze. Zejdź na dół.
- Noo .... dobrze.
Zeszłam niepewnie na dół. Czekał tam na mnie oparty o samochód Nathan. Podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek.
- Wsiadaj. - powiedział otwierając mi drzwi. Wsiadłam i zapięłam pasy. Zorientowałam się, ze jedziemy do Mielna ( zobaczcie na google gdzie to ;) ja mieszkam w Koszalinie ) ! Pojechaliśmy na plaże. Zdjęliśmy buty i weszliśmy na piasek. Podeszliśmy do wody i szliśmy tak brzegiem. W końcu zakrył mi oczy i poprowadził jeszcze kilka dobrych kroków. Otworzył mi oczy a ku mojemu zdziwieniu stali tam wszyscy moi znajomi i krzyczeli : ,, Suprise ! ''. Znajomi z klasy, z dodatkowych zajęć ! Wszyscy ! Gdy zaśpiewali mi Happy Birthday popłakałam się, ze szczęścia. Wszyscy wręczali mi prezenty. Kiedy nadeszła kolej Nathana, który przeciągał to do ostatniej chwili, żeby wszyscy to zobaczyli. Podszedł do mnie i pochylił się nade mną. Nasze usta spotkały się i połączyły się w namiętnym pocałunku. Trwaliśmy tak chwilę, ale w końcu kiedyś musieliśmy złapać oddech. Odsunął się ode mnie i spytał czy chcę, być jego dziewczyna. Ja oczywiście się zgodziłam. To były najwspanialsze urodziny w moim życiu.


___________________
Taki o to gratis do mojego opowiadania ;)
Długie wyszło, ale chyba to dobrze ;*
Ada ♥

czwartek, 15 marca 2012

Rozdział 34

Siedziałam tak i płakałam długą chwilę. Spojrzałam w kierunku Nathana a on właśnie otworzył oczy. Zobaczył na mojej twarzy łzy i od razu do mnie podszedł i mnie przytulił. Podałam mu kartke , a sama rozpłakałam sie na dobre.
- Idę zobaczyć czy jeszcze jest tutaj, dobrze ? - powiedział i wstał. Pokiwałam głową na tak, a on wyszedł szybkim krokiem. Położyłam sie i przymnkęłam oczy. Nagle gwałtownie odtworzyły się drzwi, a ja podskoczyłam ze strachu. Nathan szedł przodem, a za nim szła Meredith. Podeszła do mnie.
- Czemu chciałaś mnie widzieć ? - spytała.
- Bo jesteś moją mamą i chce mieć z Tobą kontakt.
- Jak to ? Przez te wszystkie lata ani razu mi nie odpisałaś ! - powiedziała oburzona.
- Na co ? - spytałam.
- Jak to na co ?! Pisałam do Ciebie listy !
- Ja nic nie dostawałam....
- Czyli tatuś zabierał listy ! No pięknie ... !
- Spokojnie. Nadrobimy te wszystkie stracone lata.
- Dobrze ...
- A teraz mogłabyś wyjść, bo chciałabym się spakować i się umyć.
- Pewnie.
Ona wyszła a ja wstałam i poszłam do łazienki wziąć prysznic. W tym czasie Nathan mnie spakował. Poszła nam to szybko i sprawnie i dlatego po 20 minutach byliśmy już w samochodzie. Pojechaliśmy odwieźć rzeczy do domu. Po tym od razu skierowaliśmy się do Meredith....


______________
Nareszcie coś jest ;P
Krótki ale zawsze coś ;D
Ada ♥

środa, 14 marca 2012

Dziękuję ! ;*

Dziękuje ! Dzisiaj tak sobie wchodzę na bloga i patrze ! :
5109


wyświetleń ! Jestem normalnie w szoku !
Dziękuje Wam jeszcze raz ! ;*
Ada ♥

poniedziałek, 12 marca 2012

Rozdział 33

Bez namysłu pojechaliśmy do szpitala w którym się urodziłam. Nathan prowadził. Jedna ręką trzymał kierownice, a drugą mnie. Czułam się trochę z tym lepiej, ale nadal moje serce było podziurawione. Mój najukochańszy tata właśnie zmarł. Teraz nic nie jest w stanie mnie pocieszyć. Dojechaliśmy na miejsce po 10 minutach. Wysiadłam i zachwiałam się, ale przytrzymałam się auta. Nie wiedziałam co się ze mną dzieję. Weszliśmy do budynku poszliśmy do punktu informacji. Siedziała za biurkiem starsza kobieta. Nie wiem może po 40, ale głowy bym nie dała. Grzecznie podeszłam do okienka i zapytałam.
- Dzień dobry. - powiedziałam pierwsza.
- Witam, w czym mogę pomóc ? - zapytała z uśmiechem kobieta.
- Mam takie nietypowe pytanie... - zawahałam się - Czy w dniu 14 lipca 1994 roku rodziła w tym szpitalu nijaka Meredith Forrbes ? - kobieta dziwnie się na mnie spojrzała i wyszła z okienka. Była dosyć wysoka i do tego szczupła. Miała zgrabną twarz. Niebieskie oczy i jasne długie włosy. Podeszła do mnie i stanęła jakieś pół kroku ode mnie.
- Ja jestem Meredith Forrbes i rodziłam w tym szpitalu dokładnie 14 lipca 1994 roku. Jeśli mogę wiedzieć, co się stało ? - spytała, a mnie zatkało. Ona nie miała pojęcia kim jestem. Co ja mam teraz jej powiedzieć ? ,, Hej jestem twoją córką ! Mój tata dzisiaj umarł ! '' no bez sensu.
- Yyyy... może zacznijmy od początku. Nazywam się Caroline Forrbes.... - nie mogłam nic dalej powiedzieć bo jakoś mi głos odebrało. W jej oczach widziałam radość. Łzy szczęścia spłynęły po jej policzku.
- Jesteś ... Jesteś ... moją córką ? - spytała z niedowierzaniem.
- Na to wygląda. - powiedziałam. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale przytuliłam się do niej. Może to taki impuls ? Poleciały mi tez łzy. Szczerze to nie wiem dlaczego. Nie pamiętam jej.
- Ale ty jesteś wielka. - powiedziała Meredith odsuwając mnie od siebie.
- To w końcu 16 lat minęło. Kiedy kończysz pracę ? Może jak wrócisz to porozmawiamy w spokoju ? - zaproponowałam.
- Kończę za godzinę. To gdzie byśmy się spotkały ? - spytała z serdecznym uśmiechem.
- Może bym do Ciebie przyszła razem z Nathanem ?
- Dobrze. W takim razie bądźcie tu za godzinę.
- Do widzenia ! - rzuciliśmy gdy szliśmy do wyjścia.
To było dziwne uczucie. Spotkać po raz pierwszy swoją mamę po 16 latach. Nadal nie wiem czemu się do niej przytuliłam. Nie potrafię tego wyjaśnić. Nath objął mnie ramieniem i zaprowadził do samochodu. Trzymając się za ręce pojechaliśmy do domu. Tam od razu poszłam do łazienki. Nie czułam się najlepiej. Głowa mnie bolała i zbierało mi się na wymioty. Usiadłam na pralce i złapałam się za brzuch. Te wszystkie dolegliwości tłumaczyłam     nadmiernym stresem. Przecież dzisiaj się dowiedziałam, że mój tata nie żyję, że moja mama nie jest moją mamą. Zakręciło mi się w głowię i zemdlałam.
Obudziłam się w dziwnej, białej sali. Spojrzałam na siebie. Ubrana byłam w jakieś szpitalne ciuchy. Na krześle siedział Nathana. Właściwie to spał. Zobaczyłam, że na szafce nocnej obok łóżka jest jakaś kartka. Zaadresowana tylko do mnie. Usiadłam podkładając pod plecy poduszkę. Wzięłam kartkę w rękę i przez dłuższą chwilę patrzyłam się na nią. W końcu postanowiłam ją otworzyć. Z drżącymi rękami czytałam zawartość. Byłam w szoku. Treść była taka :

,, Droga Caroline !
Zemdlałaś i twój narzeczony przywiózł Cię tutaj.
Badaliśmy Cię pod kątem ciąży, ale wyniki wyszły negatywne. Nie jesteś w ciąży.
Pisze to dlatego, że chciałam się pożegnać.
Więcej się już nie zobaczymy.
Żegnaj skarbie. Pamiętaj zawsze Cię kochałam.
Mama. ''

Po policzku popłynęły mi łzy. Dopiero co ją poznałam. Wydała mi się tak bardzo podobna do mnie. Tak naprawdę nie wiedziałam co miała na myśli. Próbowałam wstać z łóżka, ale miałam podłączoną kroplówkę ...

___________________
No i jest ! ;*
Trochę się napisałam, ale to chyba dobrze ;D
Rozdział dedykuję trzem osobom :
Myszce ;* za to, ze mnie bardzo wspiera w tych trudnych dniach. Kocham Cię ! ;*
Adzie ;* za to, że jest i czeka na mnie zawsze. Kochanie ty moje ! ;*
Klaudii ;* za to, że zawsze mnie rozśmieszy i przede wszystkim, ze jest ! ;*
Kocham Was ! ;***
Oczywiście rodzinkę tez ;*
Ada ♥

sobota, 10 marca 2012

Rozdział 32

Na dole Max i Siva byli usmarowani nutellą , a Jay i Tom jedli truskawki z czekoladą. Wyglądało to prze zabawnie. Jak nas zobaczyli zrobili miny w stylu WTF ?! Mogłam zrobić zdjęcie i wstawić na twittera, ale jednak tak nie zrobiłam.
- Dobra ! Raz, dwa to ogarniacie a ja robię śniadanie ! - zarządziłam.
- Się robi mamoo ! - krzyknęli a ja się zaśmiałam.
Poszłam do kuchni i wyjęłam patelnie. Znalazłam też robota kuchennego i wszystkie potrzebne składniki na naleśniki. ,, Ucieszą się '' pomyślałam. Tak więc wzięłam się do robienia naleśników. Poszukałam jeszcze trochę i znalazłam nutellę i dżem truskawkowy. Kiedy smażyłam pierwszego naleśnika, mój dzwonek ( The Wanted Made ) w komórce włączył się. Podeszłam do blatu i popatrzyłam na wyświetlacz. To byłą moja mama. Ciekawe co chciała. Zawołałam szybko Jaya by zajął się naleśnikami.
- Dzień dobry mamo. Stało się coś ? - spytałam.
- Muszę z Tobą pilnie porozmawiać. To nie może czekać. - powiedziała bardzo poważnie. Trochę się tego wystraszyłam.
- Dobrze, to możesz przyjść do nas.
- W takim razie będę za 10 minut. 
- Czekamy.
Kiedy się rozłączyłam wszystkie naleśniki były już usmażone. Rozstawiłam talerze i sztuczce. Powiadomiłam tez chłopaków, ze moja mam za chwilę tu będzie. Własnie usiedliśmy do stołu gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Powiedziałam, ze otworze. W nich stała zapłakana mama. Przytuliłam ja i wprowadziłam do salonu. Chłopacy już tam byli.
- Mamo ! Co się stało!? Powiedz, bo nie wytrzymam ! - prosiłam ją.
- Usiądź. - powiedziała i sama usiadła koło mnie. - Tata ... on nie żyje.... - w tym momencie wybuchła potwornym płaczem. To był szok. Zrobiłam wielkie oczy i przyciągnęłam do siebie kolana. Siedziałam tak z 5 minut. Cisze przerwała moja mama. 
- Najgorsze jest to, że .... teraz pójdziesz do ... domu dziecka. - powiedziała z wyrzutem.
Jak to ?! Dom dziecka ?! O nie ! Nigdzie nie idę. Ale czemu nie mogę zostać z mama ? Po głowie chodziło mi 1000 myśli na sekundę. Teraz to się rozpłakałam. Nathan mnie mocno do siebie przytulił i głaskał po głowie. Po 15 minutach istnej histerii zapytałam się mamy.
- Co to znaczy, ze idę do domu dziecka ? Przecież jesteś moją mamą ! Ja chce być z tobą ! Nigdzie nie idę ! Nie ma nawet mowy ! - powiedziałam. Mama wzięła oddech i powiedziała.
- Posłuchaj Karolinko. - teraz zwróciła się do mnie po polsku - Gdy miałaś 2 latka twoja prawdziwa mama popadła w depresję. Wtedy zachorowała psychicznie. Wtedy twój tata zdecydował ze zabierze Cię od niej. Tak było dla Ciebie lepiej. Rok później poznał mnie. I tak jestem twoją mamą. Wychowałam Cię jak własną rodzoną córkę. Twoja mama nawet nie próbowała się z Tobą skontaktować... Przykro mi.
Teraz to był cios poniżej pasa ! Złapałam tylko za rękę Natha i bardzo mocno się do niego przytuliłam. To był tak wielki szok, że nic do mnie już nie docierało. Nie dość, ze mojego ukochanego tatę straciłam, to jeszcze się dowiaduję, że moja mam nie jest moją mamą i idę do domu dziecka. Co jeszcze ?!
- Jak ona się nazywa ? - spytałam przez łzy.
- Meredith Forrbes.
- Mamo.... - zawahałam się - Chce zostać sama. Przepraszam, po prostu muszę pomyśleć.
- No jasne. Już idę. Pamiętaj ! Kocham Cię.
- Ja Ciebie też ! Najmocniej na świecie ! - wtuliłam się w nią. Płakałam tak niemiłosiernie, że aż mnie gardło bolało. Mama wyszła a ja wróciłam do chłopaków.
- Caroline .... - zaczął Tom.
- Wszystko będzie dobrze. - dokończył Jay.
- Czekajcie chwilę ! - krzyknął Siva i wstał jak oparzony.
- Co ? - spytał Max.
- Którego dzisiaj mamy ?
- Nie wiem ... - powiedziałam.
- Jest dokładnie 10 lipca. A co to oznacza ? - spytał z wielkim bananem na twarzy Siva.
- Hmm... ale ja głupi jestem ! - Nathan zrobił multi facepalma - za 4 dni masz urodziny Caroline ! Będziesz już pełnoletnia ! Nie będziesz musiała iść do domu dziecka ! - krzyczał uradowany Nath.
- Dobra cieszę się naprawdę, ale mam poważniejsze problem na głowie...
- ... trzeba znaleźć Meredith. - dokończyli za mnie.
- Ktoś ma jakiś pomysł ? - zapytał Tom.
- A może pojedziemy do szpitala i spytamy się kto rodził 14 lipca 1994 roku. Zobaczymy może maja jakieś dane.- powiedział po namyśle Jay.
- Świetny pomysł ! - powiedział Max.
- To co raz, dwa i jedziemy ! - zarządził Tom.
- Nie bój się. Będę przy Tobie cały czas. - szepnął mi na ucho Nathan. Uśmiechnęłam się.
Ten dzień zapowiadał się wręcz wspaniale. A tu proszę ! Jakaś kompletna katastrofa !

_______________
No i jest rozdział ;)
Mam nadzieję, że się cieszycie, ze taki długi wyszedł ale akurat miałam czas, wenę i chęć.
Chciałam Wam powiedzieć, że data 14 lipca to faktyczna data moich urodzin ;D
Pozdrowienia dla rodzinki ! ;*
Ada ♥

piątek, 9 marca 2012

Rozdział 31

Za drugim razem zasnęłam od razu. Rano obudziłam się w objęciach Nathana. Nawet nie wiedziałam, ze przyszedł. Wstałam i poszłam się ogarnąć. Lekki makijaż, poranna toaleta i oczywiście układanie włosów. Ubrałam się w krótkie, postrzępione, jeansowe spodenki i do tego luźną bluzkę z flagą UK. Włosy związałam w luźny kok. Na powieki nałożyłam czarną kreskę i tusz do rzęs. Weszłam do pokoju a przed szafą stoi Nathan w samych spodniach. Podeszłam do niego i przytuliłam.
- Pomóc ?  - spytałam.
- Jasne. Zawsze mam problem z doborem t-shirtu.
Podeszłam bliżej i po chwili namysłu wybrałam niebieską bluzkę z logiem supermena. Podałam mu bluzkę i popatrzyłam na jego piękny tors. Delikatnie dotknęłam go, a ten się uśmiechnął. Podobało mu się to. Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Zaczął mnie namiętnie całować. Swoje dłonie wplotłam w jego włosy, a jego ręce wędrowały po moich plecach. To było cudowne uczucie. Po 10 minutach całowania się w końcu ogarnęliśmy się i zeszliśmy na dół....

______________
Przepraszam , ze taki krótki ale ostrzegałam ;c
Moze jutro jeszcze cos dodam , ale nie mam pewności ... ;c
Ada ♥